Z licmansztoter getto na Diamentową Planetę

Aram Stern

Rutka, śmiała dziesięciolatka z marchewkowo
rudymi warkoczykami jak
u Pippi Långstrump, nie mieszka w Willi
Śmiesznotce i nie bawi się ze swą małpką,
Panem Nilssonem. Rutka może bawić się
tylko w chowanego i lubi tę zabawę, tyle
że z dnia na dzień ci, którzy się przed nią
schowali, nigdy już się nie odnajdą… Rutka
mieszka w getcie Litzmannstadt.
W jaki sposób opowiedzieć współczesnym
dziesięciolatkom o życiu dziecka
w łódzkim getcie, by ich nie przerazić?
Jak zobrazować na scenie lalkowej Wielką
Szperę z września 1942 roku, podczas
której ich rówieśników, babcie i dziadków
wywożono do obozu zagłady w Kulmhof?
W łódzkim Teatrze Lalek Arlekin im. H.
Ryla tuż przed wybuchem pandemii powstał
spektakl poruszający te tragiczne
wydarzenia sprzed 80 lat w sposób niebywale
przewrotny: z wieloma elementami
humoru, a nawet groteski, które jednak
w żadnym stopniu nie odebrały mu powagi
w tak nieoczywistym sportretowaniu przygód
dwóch dziewczynek: współczesnej i tej
zamkniętej kiedyś w getcie Litzmannstadt.
Spektakl Rutka w reżyserii Karoliny
Maciejaszek, oparty na książce Joanny
Fabickiej o tym samym tytule, przed swą
teatralną premierą w lutym 2020 roku był
najpierw (w ramach dofinansowania z IV
Konkursu im. Jana Dormana) prezentowany
uczniom szkół zlokalizowanych w łódzkiej
dzielnicy Bałuty, powstałej na terenie
niegdysiejszego getta Litzmannstadt. Następnie,
pomiędzy kolejnymi lockdownami,
zdobył szereg nagród na wielu festiwalach
oraz zachwycał dziecięcą i dorosłą widownię
swą wielopoziomową, nowocześnie
podaną historyczną narracją. Jego bohaterka,
jak najbardziej współczesna dziewczynka,
dziesięcioletnia Zosia Sardynka
(świetna Teresa Kowalik) w typie tomboy,
mieszka na Bałutach („najgorszym miejscu
na Ziemi”) i nie jest zbyt zadowolona,
że musi spędzić wakacje w domu pod opieką
ekscentrycznej ciotki Róży. Pewnego
dnia na szaroburym bałuckim podwórku
zjawia się rudowłosa i niesforna Rutka
(zarówno Różę, jak i Rutkę gra rewelacyjna
Katarzyna Pałka, co może sugerować,
że nowa koleżanka stanowi alter ego ciotki).
Równie osobliwa Rutka, niczym w bajkach,
pochodzi ze świata, który przepadł, nagle
zniknęli jej rodzice i brat, a współczesne
Bałuty tylko nieco przypominają jej miasto
z lat 40. ubiegłego wieku. Emotywna
i niezwykle „motoryczna” (choreografia:
Ewelina Ciszewska) podróż w przeszłość
obu dziewczynek sprawi, iż obie bohaterki wraz ze zgromadzonymi tuż obok na scenie
małymi widzami dość szybko spojrzą
na współczesną Łódź z innej perspektywy.
Bohaterki w poszukiwaniu rodziców Rutki
zasugerują im nawet, że „siedzą na jej mamie
i tacie”, co wymusza chwilową zmianę
ich miejsca na krzesłach. Od razu cierń
pojawia się w oku, a samoloty w brzuchu,
już wiemy, że tak wesoło nie będzie.
Od początku zwracamy uwagę na „interaktywność”
przedstawienia (bez wykorzystywania
współczesnych mediów),
która przyciąga uwagę przede wszystkim
warstwą scenograficzną autorstwa Mariki
Wojciechowskiej, z zainstalowanym
po środku sceny ogromnym podestem-stołem,
na którym małe bohaterki odtwarzają
topografię getta – bez ekranu komputera,
lecz „w starym stylu”: z drewnianymi
klockami z otworami przypominającymi
okna. W nich wraz z przenoszeniem się
w przeszłość pojawią się portrety dawnych
mieszkańców, a z okrągłego otworu w stole
jak z kanału wyskoczy przeokropny Biały
Pan pożerający drewniane ludziki (Wojciech
Stagenalski, także jako mama Rutki,
sąsiad, Tuptuś, Niemiec, ogrodnik), którego
wzorem stał się przemysłowiec i likwidator
getta Litzmannstadt – Chaim Rumkowski,
oskarżany o kolaborację z nazistami. I tak
w scenografii Wojciechowskiej, w jakże
prostej, mobilnej „makiecie” ze sklejki,
„nakładają” się na siebie współczesna Łódź
i dzielnica getta. Tym samym przeszłość
i teraźniejszość koegzystują w spektaklu,
można powiedzieć, urbanistycznie.

(...)

© Copyright 2014