
Maciej Wirmański rozmawia z Lucyną Borczuch, regionalistką, autorką książki Sąsiedzi naszych pradziadków. Śladami społeczności żydowskiej na Górnej Orawie.
Maciej Warmiński: Czym jest Orawa i na czym polega jej wyjątkowość?
Lucyna Borczuch: Nie wiem, czy ten region jest wyjątkowy, dla mnie przedstawia taką wartość. Orawa to region historyczno-etnograficzny leżący na pograniczu polsko-słowackim. Świadomość istnienia Orawy jest w Polsce niewielka. Mało się o niej mówi, bo terytorialnie tylko jedna czwarta Orawy leży w administracyjnych granicach Polski, a reszta w Słowacji. To jest czternaście małych wsi. Są wśród nich dwie większe: Lipnica Wielka i Jabłonka. To, że po wojnie polsko-bolszewickiej te czternaście orawskich wsi znalazło się w Polsce nie oznacza, że więzy z Orawą znajdującą się wtedy pod władaniem Czechosłowacji zostały zupełnie zerwane. Przecież do 1925 roku zwierzchnictwo kościelne tutejszych parafii nadal było w Słowacji. Po zmianie granic na Orawie była niewyobrażalna bieda, a dotychczas większość Orawian gospodarczo, rodzinnie i aspiracyjnie była związana z Cesarstwem Austro-Węgierskim. Pracowali jako pracownicy najemni na Węgrzech, kształcili się w słowackich i węgierskich szkołach. Związki tutejszej ludności słowiańskiej z Polską były niewielkie.
Czy w okresie przemian to samo dotyczyło Orawian pochodzenia żydowskiego?
Również, choć, co podkreślam w książce, Żydzi mieli tę przewagę nad Orawianami pochodzenia słowiańskiego, że kładli duży nacisk na wykształcenie, przez co mieli więcej szans. Po Wielkiej Wojnie sporo ludności stąd wyjechało, ale większość została. Pojawiali się też nowi osadnicy z głębi Polski, zwłaszcza urzędnicy oraz nauczyciele.
Z Pani książki wynika, że obecność Żydów na Orawie jest jakimś cudem, zważywszy na bardzo dużą ilość ustaw dyskryminacyjnych w Cesarstwie Austriackim, potem w CK. Pierwsi z nich pojawiali się na Orawie pod koniec XVIII wieku, pojawiały się jakieś rodziny, potem w następnych spisach znikały...
Interpretacja źródeł historycznych jest tutaj niejednoznaczna, zwłaszcza gdy mowa o czasach sprzed prawa, które obligowało ludność do obowiązkowego przybierania nazwisk. Jesteśmy pewni, że na Górnej Orawie Żydzi po raz pierwszy pojawili się pod koniec XVIII wieku. Przybywali i wyjeżdżali, szukając innego miejsca. Wyjątkiem jest rodzina Silbingerów, która mieszkała w Zubrzycy od końca XVIII wieku, od początku aż do końca w 1942 roku.
Czy wiadomo, skąd pochodzili pierwsi górnoorawscy Żydzi?
Nie o wszystkich wiadomo. Źródła sugerują, że mogli pochodzić z terenów historycznej Małopolski i Węgier, gdy w XVIII wieku w większym zakresie mogli się przemieszczać i osiedlać. Dużym impulsem dla osadnictwa żydowskiego były ustawy józefińskie, umożliwiające zajmowanie się w większym zakresie handlem, prowadzeniem i dzierżawieniem karczmy. Oczywiście nadal za cesarza Józefa II Żydzi nie mogli na terenie Cesarstwa Austro-Węgierskiego tworzyć autonomicznych i oficjalnych instytucji religijnych, szkolnych czy kulturalnych. Mogli to robić pod warunkiem, że na danym obszarze będzie co najmniej 100 rodzin. Nie sądzę, żeby w ogóle przez całe dzieje Żydów na Górnej Orawie było tu w jednym czasie tyle rodzin!
Szacuje Pani, że w szczytowym okresie na Górnej Orawie było około 500 Żydów?
Dokładnie 491 osób pochodzenia żydowskiego.
Z jakich źródeł podczas pisania książki Pani korzystała?
Wykorzystywałam głównie schematyzmy diecezjalne, spisy podatkowe, spisy powszechne, zarówno węgierskie, polskie, jak i słowackie. Schematyzmy dostępne są w Internecie, natomiast po spisy Żydów w dokumentach podatkowych jechałam do Bytczy w Słowacji. Dokumenty dotyczące II wojny światowej na Orawie uzyskałam z archiwum w Dolnym Kubinie.
Największy przyrost ludności żydowskiej na Orawie nastąpił między 1841 a 1842 rokiem.. Wiadomo, co było impulsem do podwojenia się liczby tej ludności w regionie?
W tym czasie coraz większą rolę w lokalnej gospodarce zaczęło odgrywać pozyskiwanie i handel drewnem, czemu sprzyjały wielkie projekty budowlane w całym Cesarstwie. Dodatkowo ta gałąź gospodarki była promowana przez panów dominium orawskiego. Inną istotną gałęzią gospodarki, dzisiaj uznawaną za jeden z symboli dawnej Orawy, było płóciennictwo i farbiarstwo. Co ciekawe, jednym z właścicieli słynnej farbiarni w miejscowości Orawka był chrześcijanin Jan Harbich, który biznes ten przekazał swojemu siostrzeńcowi Janowi Kleinowi, który urodził się Żydem, lecz przeszedł konwersję na chrześcijaństwo.
Z kolei w latach 50. XIX wieku Żydów ubyło? Dlaczego?
Wiemy, że w tym czasie były dwa bardzo nieurodzajne lata. Z tym wiązały się głód, choroby, zwiększona śmiertelność i emigracja. Natomiast statystycznie śmiertelność Żydów w tym czasie była na Orawie mniejsza niż u pozostałej ludności.
Czy można powiedzieć, że Żydzi z Górnej Orawy zapisali się w historii tego regionu?
Współcześnie wspomina się o Żydach wyłącznie w kontekście tradycji kolędniczo-jasełkowych i to jest bodaj jedyny wątek w kulturze tutejszej wsi. Trzeba pamiętać, że ciągła i potwierdzona obecność Żydów na Górnej Orawie to zaledwie 170 lat... Jednocześnie Żydzi bardzo mocno zapisali się w historii gospodarczej regionu, jako nabywcy i sprzedawcy płótna, drewna i płodów rolnych, a także jako pracodawcy, dający zatrudnienie tutejszej ludności. Tutejsi Żydzi również zajmowali się produkcją rolną i na tych gospodarstwach dawali zatrudnienie robotnikom i robotnicom. Ponadto prowadzili karczmy, restauracje, sklepy. Warto podkreślić, że tutejsza ludność żydowska była bardzo rozproszona i przez to nie mogła zakładać swoich instytucji. W zasadzie nie było tutaj ortodoksyjnych Żydów. Jednak w większości, w II połowie XIX wieku tutejsi Żydzi żyli według haskali, a większy ośrodek ortodoksyjnych Żydów znajdował się dopiero w Namiestowie.
Wybuch Wielkiej Wojny i jej rozstrzygnięcie musiały być dla tutejszej ludności, nie tylko żydowskiej, katastrofą.
Mężczyźni z Orawy, niezależnie od wyznania i pochodzenia, zostali wcieleni do węgierskiego wojska, szli na front, pełnili służbę, ginęli i odnosili rany.
W Pani książce przeczytałem, że w 1914 roku na Górnej Orawie zorganizowano lazaret dla żołnierzy. I że tutejsi Żydzi bardzo mocno przyczynili się do jego powstania.
Takie miejsce zostało utworzone w Jabłonce, w dużym opuszczonym domu. Nie wiem, w jakim zakresie korzystano z lazaretu, bo takich dokumentów nie znalazłam. Pozostały jednak sprawozdania ze zbiórek i z nich wynika, że darczyńcami byli przede wszystkim Żydzi. Wszak ich synowie też poszli na tę wojnę i tam ginęli.
Kończy się Wielka Wojna, status przynależności terytorialnej Orawy jest niepewny. Rozpada się Cesarstwo Austro-Węgierskie, do którego te ziemie należały, zaczynają się kształcić zręby państw narodowych w Europie Środkowej. A na Orawie wraz z zakończeniem działań wojennych zaczynają się też w 1918 roku rozruchy antysemickie, bo Żydów oskarżano o postawy promadziarskie.
Żydzi, gdziekolwiek by nie mieszkali, byli lojalnymi poddanymi państwa. Orawscy Żydzi posługiwali się językiem węgierskim, czytali węgierskie gazety, kształcili się w węgierskich szkołach. Węgry stanowiły obszar ich aspiracji prywatnych i zawodowych. Opisałam incydent z 1918 roku, który miał miejsce w karczmie Cecylii Szekely. Był to incydent raczej nie inspirowany przez polskich nacjonalistów. Zdemobilizowani żołnierze zebrali się w karczmie, a przy okazji jarmarku przyszli tam również miejscowi chłopi. Według przekazów doszło do dyskusji o zmianach politycznych. Znaleziono wspólnego wroga w postaci Żydów. Zresztą po zakończeniu I wojny światowej atmosfera pogromowa to nie tylko specyfika Orawy.
Jak sobie Orawianie z Górnej Orawy radzili w tych niepewnych czasach wkrótce po zakończeniu Wielkiej Wojny?
Ludność chłopska, chrześcijańska, słowiańska w kościele słyszała: jesteście Polakami, w plebiscycie powinniście głosować za Polską. Ale do plebiscytu nie doszło z powodu wojny polsko-bolszewickiej, a Orawa została arbitralnie podzielona przez Radę Ambasadorów w lipcu 1920 roku. O czym się już słabo pamięta, te graniczne rozstrzygnięcia dla większości mieszkańców były tragedią. Nie dość, że ludzie musieli zmagać się z powojennym regresem, to jeszcze dodatkowo mieli za granicą pola i rodziny. Dotychczasowe miejsca, gdzie podejmowali zatrudnienie, gdzie prowadzili handel, gdzie się uczyli – nagle znalazły się w innym państwie, a nowego państwa nie zdążyli się jeszcze nauczyć, słowem: było dla nich obce. Dla społeczności żydowskiej również to był trudny czas, bo zostały zerwane związki z Żydami podhalańskimi, galicyjskimi, małopolskimi czy szerzej: polskimi. Przed 1918 rokiem tutejsi Żydzi należeli do gminy żydowskiej w Trzcianie, dziś w Słowacji. Po ustabilizowaniu się granic do gminy wyznaniowej w Nowym Targu.
Wielokrotnie cytuje Pani w swojej książce antysemickie artykuły z największego lokalnego czasopisma lat międzywojennych, „Gazety Podhalańskiej”. Ich autorzy piszą, że Żydzi Orawscy, Spiscy, Podhalańscy nie powinni być obywatelami Rzeczpospolitej.
Pismo miało charakter nacjonalistyczny i katolicki. Autorami artykułów byli często księża katoliccy. Żydzi pojawiają się w tym piśmie wyłącznie w negatywnym kontekście. Jako ci, którzy stanowią element obcy, wrogi, zagrażający interesom ekonomicznym kraju. Deprawujący chrześcijan przez rozpijanie ich w karczmach, wpędzanie w długi, gdy chłopi nie mieli pieniędzy na wódkę w karczmie.
1 września 1939 roku Polska została zaatakowana przez Trzecią Rzeszę, a od południa wojsko faszystowskiej Republiki Słowackiej. Orawa została zajęta przez Słowaków.
To połączenie Orawy miało katastrofalne skutki dla Polaków tu mieszkających, zwłaszcza dla tych, którzy zabiegali po Wielkiej Wojnie o przyłączenie części Orawy do Polski. Niektórzy z nich zdołali uciec, a ci, którzy zostali, byli pod ciągłym nadzorem żandarmerii. Jeszcze gorszy los spotkał tutejszych Żydów. Należy pamiętać, że Republika Słowacka, na czele której stał ksiądz Jozef Tiso, oprócz tego, że była państwem nacjonalistycznym z elementami fundamentalistycznej katolickiej teokracji, to była zupełnie zależna od Niemiec. Udział Republiki Słowackiej w Zagładzie był niezaprzeczalny. Państwo to utworzyło fundusz przesiedleńczy dla Żydów. Chodziło o to, że Żydzi obowiązkowo musieli wpłacić dużą kwotę pieniędzy, która miała być przeznaczona na ich wysiedlenie poza Republikę. W rzeczywistości Słowacy z tego funduszu rekompensowali Niemcom koszt wywózki Żydów do obozów zagłady. Żydzi słowaccy, więc także orawscy, za swoje własne pieniądze za pośrednictwem Słowaków zostali zamordowani przez Niemców.
Czy wiadomo, ilu Żydom z Górnej Orawy udało się przeżyć wojnę?
Wiem o jednej osobie, która pozostała w swojej wsi. Ten człowiek już nie żyje, przeszedł konwersję na katolicyzm. Skutecznie ukrywali go w czasie wojny sąsiedzi. Lokalnie sprawa jest dobrze znana. Są jeszcze informacje o dwóch osobach, które przeżyły obozy, i o żołnierzach Ludowego Wojska Polskiego. Oni tu nie pozostali, ich domy zostały sprzedane, bali się o swoje życie. Jest szesnaście osób, których losów nie ustalono. Są tylko plotki i przekazy niepotwierdzone przez wiarygodne źródła, na przykład o przemytnikach ludzi, którzy mieli przeprowadzić Żydów na Węgry, a którzy nie wywiązywali się z umowy i zabijali swoich klientów. Niektóre z tych osób być może zdołały stąd uciec na Węgry, potem wyjechać do Stanów Zjednoczonych, Australii czy Palestyny. Wciąż szukam śladów.
Czy w takim razie wracają tutaj jeszcze potomkowie tutejszych Żydów? Czy znane są historie przekazywane ustnie przez pokolenia?
Znam jedną rodzinę, która co ileś lat tu przyjeżdża. Byli też tacy, którzy przez wiele lat utrzymywali kontakt listowny z mieszkańcami. Niektórzy z nich liczyli być może na odzyskanie swojego majątku i z roszczeniami występowali do samorządów bądź państwa polskiego, podczas gdy zapominają, że w trakcie Zagłady panowała tu słowacka administracja, która przejmowała i sprzedawała na licytacjach zarówno majątek nieruchomy, jak i ruchomości. Są to bardzo zawiłe sprawy, którym nie pomogło powojenne ustawodawstwo w Polsce, traktując budynki jako mienie opuszczone. To prawo pozwalało na odzyskiwanie przez Żydów własności należącej do gminy żydowskiej, jeśli taka gmina na danym obszarze się zawiąże. A tu gminy ani ludzi już nie było. Dotarłam do pisma z 1987 roku, które dawni żydowscy właściciele pewnego dosyć znanego w regionie budynku (budynek jeszcze stoi) skierowali do tutejszego Urzędu Gminy w Jabłonce. W piśmie tym uznają, że prawnie gmina jest właścicielem tego budynku, ale proszą, by w ramach symbolicznego zadośćuczynienia gmina zaopiekowała się cmentarzem żydowskim w Podwilku.
Gmina odpowiedziała jakoś na ten list?
Nic o tym nie wiem, bo dopiero niedawno nawiązałam kontakt z tą rodziną. Mieszkają w Australii.
Kiedy zaczęła się Pani interesować Żydami orawskimi?
Jestem regionalistką. W sezonie letnim pracuję jako przewodniczka w kościele w Orawce. Odwiedzający często pytają mnie jakie zabytki są jeszcze do zobaczenia na polskiej części Orawy? Są trzy unikatowe miejsca: wspomniany kościół w Orawce, skansen z Zubrzycy Górnej oraz cmentarz żydowski w Podwilku. W oficjalnych upamiętnieniach kolejnych rocznic deportacji Żydów i historii Zagłady nie było żadnych informacji na temat orawskich Żydów. Pierwszym zetknięciem się ze sprawą Żydów Górnej Orawy była rozmowa ze słowackim historykiem Martinem Garekiem. Jest on Orawianinem, pracuje w słowackim odpowiedniku Instytutu Pamięci Narodowej (Ústav pamäti národa). Napisał na ten temat artykuł i chciał, aby go przetłumaczyć na język polski i opublikować w polskich biuletynach. Niestety do publikacji nie doszło, ale zainteresowanie tematem przerodziło się w chęć prowadzenia dalszych badań, zwłaszcza terenowych.
Pomimo że najbardziej ewidentnym materialnym dowodem obecności Żydów na Górnej Orawie jest cmentarz żydowski, to na razie o jego historii wiadomo niewiele.
Przede wszystkim brakuje aktu kupna i sprzedaży gruntu, na którym leży cmentarz. Pierwszy potwierdzony pochówek pochodzi z 1890 roku. Pochowano Adolfa Rendla, którego ojciec zakupił działkę, nie wiadomo na razie, kiedy ją przekazał pod cmentarz. Pomiędzy tym pochówkiem a kolejnymi jest przerwa, co ciekawe na cmentarzu chowano w pierwszej fazie jego istnienia wyłącznie dzieci, a dorosłych nie. Tutejsi Żydzi nadal chowani byli w Trzcianie albo w Namiestowie... A prawie dwadzieścia lat później pojawiają się dokumenty, które potwierdzają, że działała tu Chewra Kadisza i ona zarządzała cmentarzem. Nie zachowały się metryki, nie wiadomo, ile osób jest tu pochowanych ani z którego roku jest ostatni pochówek. Po deportacji tutejszych Żydów w 1942 roku zostali tu jeszcze nieliczni, których Słowacy uznali za zdolnych do pracy. Wiemy o tym, ponieważ nie znajdują się oni na listach deportacyjnych. Więc niewykluczone, że któraś z tych osób została tu jeszcze pochowana do 1944 roku.
Moim marzeniem jest, by równolegle z badaniami historycznymi przeprowadzić w tym miejscu inwentaryzację kamieni nagrobnych oraz badania archeologiczne za pomocą geosonaru, który pozwoliłby na oszacowanie liczby pochowanych tu osób.
Gdy byłem tu po raz pierwszy w 2017 roku, zdziwiło mnie, że w porównaniu z innymi cmentarzami polskiego Podtatrza są tu jeszcze liczne stojące kamienie nagrobne. Cmentarze na terenie Generalnego Gubernatorstwa były niszczone w trakcie okupacji niemieckiej, kamieni używano jako materiału budowlanego, potem były systematycznie niszczone po wojnie przez systemowe działania rządu PRL-u.
To ciekawe spostrzeżenie. Tylko raz, prawdopodobnie po deportacji w czerwcu 1942 roku, młodzież Hlinkovej Gwardii przewróciła i rozbiła niektóre nagrobki. Potem pewnie gospodarze przyjeżdżali furmanką i pozyskiwali sobie kamień, co przecież było powszechne i w trakcie wojny, i po wojnie w Polsce. Kiedy popatrzymy na cmentarz w Podwilku dzisiaj, zauważymy, że od strony drogi, gdzie najłatwiej jest podjechać, macew jest mniej i jest więcej zniszczeń – im wyżej, tym nagrobków stoi więcej. Według luźnych szacunków na cmentarzu jest około czterdziestu pięciu macew, z czego około piętnaście jest przewróconych.
W 1988 roku cmentarz w Podwilku zostaje wpisany do rejestru zabytków. W jakich okolicznościach do tego doszło?
Inicjatywa wyszła od grupy regionalistów skupionych wokół Towarzystwa Przyjaciół Orawy. Należy wyróżnić udział panów Antoniego Krzewniaka i Ryszarda Remiszewskiego.
Orawianie?
Nie, Ślązacy. I oni w latach 80. prowadzili w Podwilku kwerendy w ramach większego projektu o Żydach w Karpatach. Oprócz tego, że skansen w Zubrzycy postawił tu płot, nie działo się wiele w zakresie ochrony konserwatorskiej. Wiem też z przekazów, że wcześniej przychodził tu pewien mieszkaniec Podwilka, który swoim prywatnym staraniem prowizorycznie ogrodził teren.
Był on związany ze społecznością żydowską?
Nie, to katolik, który przeżył śmierć kliniczną i po tym doświadczeniu miał taką potrzebę, by naprawiać kapliczki i miejsca kultu. Nie pominął również w swojej działalności cmentarza żydowskiego. Warto też wspomnieć, że na Wszystkich Świętych ludzie chodzili tutaj zapalać świeczki i to na długo, zanim cmentarz został uznany urzędowo za zabytek. I co jeszcze bardziej interesujące, cmentarz po wojnie został przekazany w ręce tutejszej parafii rzymskokatolickiej pod zarząd.
Dlaczego tak?
Nie raz stawiano mi to pytanie. Myślę, że ówcześni decydenci myśleli, że cmentarz to cmentarz, więc dobrze, aby zajął się nim jakikolwiek związek wyznaniowy. Zresztą to był jedyny taki przypadek na Orawie, to co mieli zrobić?
Gdy już po 1988 roku cmentarz stał się zabytkiem, a nie tylko miejscem, o którym wiedzą mieszkańcy i małe grono regionalistów, to czy został otoczony jakąś opieką? Czy gmina urzędowo zajęła się i zainteresowała tematem?
Na temat działań urzędowych po 1988 roku w celu zachowania tego miejsca nie mam informacji. Dopiero w 2016 roku powstał projekt na uporządkowanie oraz powtórne ogrodzenie terenu, bo stare ogrodzenie zdążyło się rozpaść. W tym samym roku parafia wydzierżawiła gminie teren. Gmina w 2019 roku otrzymała dofinansowanie od Zarządu Województwa Małopolskiego. Wtedy wycięto samosiejki, którymi zarósł cmentarz, postawiono ogrodzenie, skoszono trawę.
Czy w tamtym czasie postawiona była także mała tablica informacyjna?
Tabliczkę postawiło Stowarzyszenie Rozwoju Orawy, wtedy byłam w zarządzie stowarzyszenia. Dziś nie ma problemu, by tu dotrzeć. Każdy ma mapę internetową albo GPS w telefonie. Gdy zgłosiliśmy pomysł oznaczenia drogi do kirkutu, to Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków Delegatura w Nowym Targu odradzał nam ten pomysł. Usłyszeliśmy, że tam są cenne macewy, a strzałki byłyby zachętami do dalszej dewastacji cmentarza. Mieliśmy inne zdanie, uznając, że to, co ktoś miał zabrać, to już zabrał, i że obecność informacji lub jej brak nie zatrzyma wandali i złodziei. Ale nie było zgody na oznaczenie trasy, postawiliśmy tylko tabliczkę.
Czy po tej akcji w 2019 roku gmina jeszcze coś robiła na cmentarzu? Bo jak rozumiem, dzierżawa, jakiej parafia udzieliła gminie, nadal obowiązuje.
Z moich obserwacji, a na cmentarzu bywam często, wynika, że to była jednorazowa akcja. Prace były przeprowadzone na jesieni 2019 roku. Na wiosnę 2020 roku było tam pięknie, cmentarz porastały barwinki. Ale już w 2021 roku zaczęły odrastać drzewa i krzewy. W 2022 roku byłam tam, by nagrać kadysz za orawskich Żydów. I w trakcie nagrania stałam już po pas w krzakach.
Może Pani coś więcej powiedzieć o tej akcji z kadyszem za orawskich Żydów?
6 czerwca 2022 roku mijała 80. rocznica deportacji naszych Żydów. Chciałam napisać projekt, aby upamiętnić do wydarzenie. Stworzyć publikację, zebrać dokumenty, materiały. Parę osób działających w regionie odradzało mi ten pomysł. Zaskoczona pytałam: dlaczego nie? Czy jest coś oczywistego, czego nie wiem? Usłyszałam, że temat jest świeży. Świeży, po osiemdziesięciu latach?! Być może nie miałam świadomości, że odkryję jakieś kłopotliwe tajemnice. Ale – tak jak mówiłam wcześniej – nigdy moją intencją nie było to, aby zaszkodzić żyjącym, aby ktoś przez postawy swoich przodków czuł winę lub wstyd. Nawet gdybym posiadała jakieś kłopotliwe dla kogoś informacje na temat postaw względem Żydów i ich mienia, zastanowiłabym się parę razy, czy publicznie o tym mówić. Dla mnie osobiście to też trudna sprawa, bo jestem stąd i tu mieszkam. Więc nie napisałam projektu dotyczącego upamiętnienia deportacji, nie zwracałam się też z tą sprawą do urzędu gminy. Dałam znać znajomym, że chcę zrobić symboliczne wydarzenie, odmówienie modlitwy za zmarłych. Woleli się tam nie pokazywać. Byłam sama, ze ściśniętym gardłem odczytałam modlitwę, zapis wrzuciłam na Youtuba. Owszem, potem ludzie mi gratulowali. A ja po prostu uznałam, że tak należy zrobić.
Jest jedno zdanie w książce, pewien rodzaj skargi, w którym pisze Pani rzecz następującą: „Wiosną 2020 roku wraz z wolontariuszami SPOZA TERENU ORAWY skosiliśmy odrosty krzewów i drzew i rozpoczęliśmy systematyczne prace porządkowe”. Wprost mówi Pani tutaj, że nie ma Pani w swojej pracy wsparcia w lokalnej społeczności.
Wcześniej informowałam w mediach społecznościowych, że robię akcje porządkowe, starałam się dostosować terminy, żeby było jak najlepiej dla każdego potencjalnego zainteresowanego, bo wiadomo, każdy ma jakieś swoje zajęcia i pracę, ale po jakimś czasie przestałam o to zabiegać, bo nikt poza stałą grupą nie przychodził.
Kto wtedy przyjechał na sprzątanie?
Przyjechała Ewa z Warszawy, która napisała przedmowę do mojej książki, Jadzia i Jerzy z Kłodzka, była Karolina Panz [badaczka Zagłady Podtatrzańskich Żydów] z rodziną, pomógł mój syn. Jakoś po tej akcji dowiedziałam się o działalności Fundacji Popielów [pełna nazwa: Fundacja Rodziny Popielów „Centrum” zajmuje się upamiętnianiem społeczności Żydowskich w małych ośrodkach]. Zaprosiłam Fundację do pomocy w porządkowaniu terenu.
Kiedy to było?
W 2023 roku. Rok później zaplanowaliśmy, że postawimy ogrodzenie. A potem nagle dowiedziałam się, że Fundacja chce postawić też pomnik – upamiętnienie orawskich Żydów.
Zwróciłam się do obu szkół podstawowych w Podwilku w tej sprawie, dyrektorka jednej od razu wyraziła chęć współpracy. Uczestniczyłam w lekcji wychowawczej i byłam zaskoczona, że młodzież ma aż tyle pytań. Wychowawczyni zaprowadziła swoją klasę na cmentarz. W trakcie wycieczki okazało się, że nie wszystkie dzieci były świadome, że we wsi jest w ogóle cmentarz żydowski, że w tym miejscu mieszkali Żydzi... Ta pamięć o Żydach jest w środowisku i w rodzinach przemilczana, nie przekazywana dalej. Nie wiem, czy to jest świadome, czy nie. Tej pamięci społecznej nie ma.
Czyli akcja edukacyjna miała jakiś odzew i skutek.
Tak, młodzież przyszła z wychowawczynią na cmentarz, wspólnie go porządkowaliśmy, malowaliśmy słupki ogrodzeniowe. W następnym roku dyrektorka szkoły wyraziła zgodę na to, aby wszystkie dzieci wzięły udział w uroczystości odsłonięcia pomnika. Młodzież oznaczyła kamienie imionami i nazwiskami ofiar Zagłady i umieszczała pod tablicą w trakcie uroczystości. W przygotowania włączyła się też druga szkoła, co mnie bardzo ucieszyło.
A jak na te uroczystości zareagowała parafia, która jest przecież właścicielem cmentarza?
Ksiądz proboszcz jest bardzo pozytywnie nastawiony. Za każdym razem, gdy planujemy jakieś sprzątanie cmentarza, to go o tym fakcie informuję. Zarówno parafia, jak i sołtys wsi Podwilk są przychylni tym działaniom.
Byli na odsłonięciu pomnika przedstawiciele urzędu gminy?
Tak, był wójt gminy Jabłonka, który zresztą odsłonił pomnik, oraz delegacja z Lipnicy Wielkiej. Byli też niektórzy sołtysi orawscy, którzy przynieśli kamienie pamięci ze swoich wsi. Co jednak mnie smuci, to to, że w gminnych mediach nie pojawiła się relacja z tych uroczystości. Nie pochwalili się, że teren jest uporządkowany, że upamiętniono żydowskich obywateli Orawy.
Odnoszę wrażenie, że podejmowanie tematu nie u wszystkich Orawian budzi entuzjazm. Jak sobie Pani radzi z niechęcią lub obojętnością?
Mam wsparcie w rodzinie. Synowie angażują się w akcje sprzątania, a córka pomogła w zbieraniu materiału do tekstu. I też, wbrew temu, co mówią niektórzy, nie mam możnych fundatorów mojej działalności, ani nie chcę się uwłaszczyć na cmentarzu. Wszystko robię jako wolontariuszka.
Wydanie książki sponsorowała Pani ze swojej kieszeni?
Nie, sam druk i skład sfinansowała Fundacja Popielów, ale całą pracę od 2019 do 2025 roku, wyjazdy i kwerendy robiłam za swoje. Trwało to długo, bo to było zajęcie dodatkowe. .
Co dalej?
Praca badawcza trwa. Priorytetem jest, aby dokonać inwentaryzacji cmentarza i konserwacji macew. Inskrypcje z kamieni nagrobnych w Podwilku są w różnych językach: po hebrajsku, węgiersku, niemiecku... Należałoby zadbać o podniesienie przewróconych macew, bo ulegają zniszczeniu. Należałoby je zabezpieczyć.
(lipiec 2025)












