Wyszukiwanie
Co w branży piszczy? czyli człowiek tysiąca języków
Krzysztof Modelski

Zacznę od czegoś dla tych, którzy nie czytali tego, co pisałem poprzednio, lub czytali, ale zapomnieli. Tytułowa branża to jidysz, branża jidysz. A ściślej – poświęcony kulturze internetowy periodyk „Yiddish Branzhe” (zob. https://yiddishbranzhe.com/).



„Jak tylko sięgnę pamięcią, zawsze dochodziło do mych uszu i mieszało się w głowie tysiąc języków. No, może nie tysiąc, ale uwierzcie mi – naprawdę dużo. Urodziłem się w Wilnie, gdzie mówiono po rosyjsku, litewsku, polsku i jidysz. Miasto czterech języków”.

Dodam, że dalej sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, bo dochodzą na przykład dialekty, ale te cztery to i tak chyba starczy. Cytat pochodzi z opublikowanego kilka lat temu w „Yiddish Branzhe” tekstu Elia Szarfsztejna (Sharfshteina) „Majn Megadl-Bowl” („Moja Wieża Babel”). Rolę szczególną wśród tych języków odgrywa oczywiście jidysz, w którym Szarfsztejn pisze i prozę, i wiersze.

Eli Szarfsztejn urodził się w 1950 roku w radzieckim wtedy Wilnie. Rodzice pisarza byli aktorami, występowali w teatrze, grając w jidysz, aktywnie uczestniczyli w życiu kulturalnym wileńskich Żydów. W domu mówiono po żydowsku, więc zanim trafił do szkoły, jidysz był jego podstawowym językiem. W 1971 roku, po odbyciu służby wojskowej, wyemigrował do Izraela, zamieszkał w kibucu Ma’agan Micha’el, pracował w branży komputerowej. W 2014 roku zaczął tworzyć klipy wideo, w których jego ojciec opowiada o swoim życiu, śpiewa piosenki i czyta utwory Szolema Alejchema, I.L. Pereca i wiersze Kadii Molodowskiej. Wszystko oczywiście w oryginale, czyli jidysz. Sam Szarfsztejn prowadzi w tym czasie grupę konwersacyjną w jidysz.

Większość życia Szarfsztejn spędził w swej nowej ojczyźnie, Izraelu, ale w utworach często wraca do świata swej młodości, pozostał z nim także wyniesiony z domu i wileńskiej ulicy język. 

Książkowy debiut Szarfsztejna nastąpił bardzo późno, bo dopiero w 2019 roku, kiedy to nakładem „Yiddish Branzhe” wyszedł jego wspomnieniowy zbiór opowiadań „Majn wilner zawulik” („Mój wileński zaułek”). Autor niezwykle obrazowo i realistycznie opisuje swoje dzieciństwo, przyjaciół i znajomych – ludzi, którzy odegrali ważną rolę w kształtowaniu się jego wizji świata. Dzięki autorowi możemy przenieść się w dziwny, trochę hybrydowy świat – powojenne Wilno lat 50. i 60. XX wieku. To oczywiście Wilno radzieckie, ale równocześnie zachowujące resztki przeszłości, czyli miasta, które nazywano litewską Jerozolimą lub Jerozolimą północy. Ale wraz z autorem możemy zajrzeć też do małych miasteczek, których nie brak wokół Wilna.

W najbliższym czasie ukazać się ma kolejna książka prozatorska Szarfsztejna „Der zelner szloft, un di dinst gejt wajter” („Żołnierz śpi, a służba biegnie dalej”). Są to, jak mówi podtytuł, epizody ze służby autora w Armii Czerwonej. Napisałem, że książka „ukazać się ma”, ale czytelnicy „Yiddish Branzhe” mieli okazję ją poznać, gdyż była publikowana w odcinkach, z których ostatni ukazał się w grudniu 2025 roku. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by domyślić się, że znajdziemy tam opisy wielu absurdów, z którymi spotkał się odbywający służbę wojskową autor, ale jest też miejsce na ironię, żart, a nawet nieco erotyki i seksu. Pozwolę tu sobie wyrazić mój osobisty pogląd, że wojsko to dość specyficzny twór, ale wojsko radzieckie to twór specyficzny do kwadratu, co może stanowić dodatkową atrakcję dla czytelnika. Utwór kończy krótkie posłowie, w którym autor wspomina swą służbę w armii izraelskiej i pisze: „Mam prawo porównywać te dwie armie, które są do siebie tak podobne, jak chasyd do kozaka”.

Wspomniałem już, że Szarfsztejn to też poeta, myślę więc, iż warto poświęcić nieco uwagi również tej formie jego twórczości. Jego wiersze można przeczytać, podobnie jak prozę, na stronach internetowych „Yiddish Branzhe”, ale dostępne są też online dwa tomiki wierszy: „Plucem jidysz” („Nagle jidysz”) oraz „Cwej jor pajn” („Dwa lata udręki”). Na okładce pierwszego z tych tomików Szarfsztejn pisze między innymi:

Wiersze pisałem zawsze, po rosyjsku, a potem po hebrajsku. Pisałem dla siebie i mojej rodziny. W roku 2020, gdy w wieku 98 lat odszedł do wieczności mój ojciec i zaczęła się wielka pandemia, nagle wytrysnęła ze mnie twórczość w jidysz. Od tego czasu w jidysz piszę wiersze i opowiadania, a bywa też, że tłumaczę na jidysz z rosyjskiego i hebrajskiego”.

Pisze się dla siebie i dla czytelników, a nie dla nagród, ale one też są ważne. Dodam więc na koniec, że w 2022 roku Eli Szarfsztejn został uhonorowany doroczną Nagrodą Narodowego Instytutu Kultury Jidysz w Izraelu za opowiadanie „Dos grojse gewins” („Wielka wygrana”). W lutym 2022 roku opowiadanie to zostało opublikowane w „Forwerts”, znaleźć je można na stronie internetowej tej gazety.



Na zdjęciu: Elia Szarfsztejn


Zobacz też:

Ułatwienie dostępu

Powiększenie tekstu
Powiększenie tekstu
Powiększenie tekstu
Powiększenie tekstu
Kontrast
Kontrast
Interlinia
Interlinia
Interlinia
Interlinia
Odstępy między literami
Odstępy między literami
Odstępy między literami
Odstępy między literami
Podświetlenie linków
Podświetlenie linków
Maska do czytania
Maska do czytania
Podpowiedzi
Podpowiedzi
Kursor
Kursor

Resetuj ustawienia