Wyszukiwanie
Lepiej być głupcem czy heretykiem?
Marek S. Bochniarz


Antologia Opowieści chasydzkie jest imponującym tomem z serii „Biblioteka Narodowa”, najstarszej polskiej serii, w której Wydawnictwo Ossolineum publikuje „wzorowe wydania najcelniejszych utworów literatury polskiej i obcej”. Książka stanowi odpowiedź na współczesne, bardzo żywe i wręcz rosnące zainteresowanie chasydyzmem, przejawiające się również w kulturze popularnej. Publikacja, nad którą pracowało piętnastu tłumaczy i dwóch redaktorów – Wojciech Tworek i Marcin Wodziński – zawiera przekłady opowieści z języka hebrajskiego, jidysz i angielskiego. Najstarsze teksty pochodzą z 1814 i 1815 roku, a najnowsze izraelscy chasydzi spisali w 2022 roku.


Marek S. Bochniarz: Jaki był pierwszy impuls do opracowania tej antologii? 
Marcin Wodziński: W rozmowach z redaktorem serii „Biblioteka Narodowa”, prof. Stanisławem Beresiem, dość naturalnie wyszło, że taki tom byłby potrzebny. A gdy ktoś zgłasza zapotrzebowanie, to ktoś inny musi na nie odpowiedzieć...
Opowieści chasydzkie to doprawdy monumentalne dzieło. Jak wyglądał proces pracy nad nim?
Książka jest rzeczywiście spora. Obejmuje 1000 stron opowieści, do tego 210 stron wstępu. Proces jej tworzenia był długi, bo zajął ponad pięć lat. Rozpoczął się od budowania zespołu. W większości zaangażowaliśmy do niego osoby, które nie były wtedy jeszcze profesjonalnymi tłumaczami. Byli to studenci i świeżo upieczeni absolwenci wrocławskiej judaistyki, a w części także nasi współpracownicy z Katedry Judaistyki Uniwersytetu Wrocławskiego, naszej macierzystej jednostki. Dla całego zespołu zorganizowaliśmy wieloetapowy warsztat z tłumaczenia opowieści chasydzkich. Rozpoczęliśmy od wykładów online, prowadzonych w okresie pandemii przez różnych specjalistów – od Kanady i Stanów Zjednoczonych, przez Wielką Brytanię, po Izrael. Dotyczyły historii chasydyzmu, opowieści chasydzkich i języka chasydzkiego. Później studenci, wprowadzeni w te zagadnienia, zaczęli tłumaczyć fragmenty opowieści, a cały zespół w formie warsztatów omawiał ich przekłady. Rozmawialiśmy o tym, jak ewentualnie można je poprawić, jakie strategie translatorskie mogą znaleźć tu zastosowanie, jak rozwiązywać specyficzne dla tego języka problemy przekładu. Były to więc typowe zajęcia z tłumaczeń, z nakierowaniem na opowieść chasydzką, która ma specyficzną formę narracyjną i język. A później to już zwykła praca edytorska. Redakcja samych przekładów zajęła wiele setek godzin. Potem adnotowanie, pisanie wstępu i tak dalej. Postacie, terminy, miejscowości i inne informacje pojawiające się w tekście, które mogą być niezrozumiałe, trzeba było objaśnić. Stąd tekst ma tysiące przypisów. Jak często bywa w tego typu pracach, pozornie najdrobniejsze kwestie okazywały się szczególnie pracochłonne. Nie mieliśmy też żadnego wzorcowego wydania krytycznego opowieści chasydzkich, do którego moglibyśmy sięgnąć.
Jesteśmy bardzo wdzięczni Wydawnictwu Ossolineum i redaktorce prowadzącej pani Annie Krzywani, która włożyła potężną pracę w to, aby tak duży zbiór tekstów ukazał się drukiem i jeszcze do tego przyzwoicie wyglądał. Podobno na końcowym etapie cały zespół Ossolineum siedział i pracował nad ostatnimi stronami tej publikacji.
W jaki sposób wybrano opowieści do antologii?
Do dzisiaj opowieści chasydzkich powstało około 15 tysięcy. Było więc z czego wybierać. Pierwszej selekcji tekstów dokonał Wojciech Tworek. Jestem mu za to bardzo wdzięczny, bo wykonał nie tylko wielką pracę, ale przede wszystkim zrobił to znakomicie. Z kilkuset tomów wybraliśmy ostatecznie czterdzieści osiem, a te tworzą w naszej antologii czterdzieści osiem rozdziałów. Z tych tomów wybraliśmy 514 opowieści – czyli około 3% spośród wszystkich istniejących – w taki sposób, aby uzyskać obraz w miarę wszechstronny chronologicznie, terytorialnie i gatunkowo. Teksty miały być też poświęcone możliwie wielu dynastiom i cadykom. Gdy już stworzyliśmy przekrojowy obraz tomów spełniających nasze kryteria, to spośród zamieszczonych w nich opowieści wybraliśmy takie, które dają mniej więcej kompletny obraz tego, czym opowieść chasydzka jest lub bywa.
Co to znaczy „bywa”?
Niektóre opowieści skupiają się na cudzie dokonanym przez cadyka. Są też i takie, które mówią przede wszystkim o jego uczoności. To opowieści bodaj najtrudniejsze dla polskiego czytelnika – intertekstualne, szczegółowo wchodząc w niuanse interpretacji rabinicznych. Obok nich występują też regularne biografie. Pojawiają się również takie, w których cadyk nie jest żadnym cudotwórcą, lecz superpsychologiem lub doradcą biznesowym czy małżeńskim. Szczególnie te nowsze opowieści miewają taki nowocześniejszy charakter. Czytelnik, który przebrnie przez nasze 1000 stron opowieści, dostanie mniej więcej wierną rekonstrukcję różnorodnego i zmieniającego się świata opowieści chasydzkich.
Bardzo ciekawy – szczególnie w hagiografiach – jest element „zmyślenia”. To, że mityczny założyciel Baal Szem Tow ma przypisaną, nieprawdziwą biografię. We Wspomnieniach lubawickiego rebego, w których pojawia się Poznań, mowa jest z kolei o fikcyjnym ruchu zakonspirowanych cadyków. Dlaczego chasydzi tak lubią „zmyślać” i kreować świat w opowieściach? Wiem, że nie jest to być może najtrafniejsze słowo.
Pojęcie „zmyślenia” odnosi się do innego porządku – zakłada akademickie, historyczne podejście do opowieści. A opowieści są prawdziwe o tyle, o ile przekazują prawdziwy obraz rzeczywistości duchowej, a nie prawdziwe mikrorealia tego świata. Nie wiemy, czy twórca chasydyzmu, Baal Szem Tow, jako młody chłopiec rzeczywiście zabił wilkołaka. Ale wiemy, że powinien. W tym sensie opowieść o Baal Szem Towie zabijającym wilkołaka jest prawdziwa, bo przekazuje prawdziwy etycznie obraz świata.
Chodzi mi o inne rozumienie prawdy w micie. Bo w istocie pyta mnie Pan, czy aby na pewno Herkules dokonał tych wielkich przypisywanych mu czynów? Ale przecież rozumiemy absurdalność tego pytania. Jeżeli jest mowa o mitycznej postaci żyjącej dawno temu lub nieżyjącej wcale, to wtedy rozumiemy literacki charakter opowieści – takiej, w której coś wydarzyło się zawsze i nigdy. To coś, co jest powtarzalną prawdą o świecie. Czemu więc mielibyśmy oczekiwać czegoś innego od opowieści chasydzkich?! 
A jak do tego podchodzą sami chasydzi?
Chasydzi mają tego świadomość, że opowieść może nie być prawdziwa, jeżeli chodzi o jakiś jej aspekt. Ważne, że prezentuje prawdziwą wizję rzeczywistości. Jeden z cadyków powiedział nawet, że jeśli jakiś chasyd mówi, iż widział coś na własne oczy, to być może usłyszał o tym opowieść. A jeżeli twierdzi, iż słyszał o tym opowieść, to się zapewne nigdy nie wydarzyło. To dobrze pokazuje pewien sceptycyzm samej społeczności chasydzkiej wobec traktowania opowieści jako historycznie prawdziwych.
We wstępie do Opowieści chasydzkich cytujemy słowa przypisywane cadykowi z Radomska. Miał rzec, iż ci, którzy wierzą we wszystkie opowieści o Baal Szem Towie, są głupcami. A ci, którzy w nie wątpią, są heretykami. Lepiej więc być głupcem czy heretykiem?
Jakie przedstawia to wyzwanie dla historyka chasydyzmu jak Pan, skoro aż tyle rzeczy – choćby w samych biografiach cadyków – oparte jest na tak specyficznym widzeniu świata?
To najpiękniejszy aspekt tych opowieści. Dla mnie jako historyka to jest typowe zajęcie z triangulacji. Istnieje na przykład opowieść, jak to władze Królestwa Polskiego chciały spalić wszystkie egzemplarze Szulchan Aruchu, żydowskiego kodeksu prawa religijnego. By temu przeciwdziałać, cadyk Icchak Kalisz z Warki wysyła swojego posłańca do ministra, który jest wielkim złośnikiem – a mówimy o latach 40. XIX wieku. Więc ten rosyjski minister jest takim złośnikiem, że jeżeli ktoś do niego przychodzi – czy to po dobroci, czy z łapówką – to ma w biurku flintę i strzela z niej do wszystkich. Cadyk z Warki mówi przerażonemu wysłannikowi: „Nie bój się. Bóg, wysyłając Mojżesza do faraona, powiedział »Chodź do faraona«, a nie »Idź do faraona«. To znaczy, że Bóg i Mojżesz poszli tam razem. W Twoim wypadku będzie tak samo: Bóg będzie z tobą”. Wtedy wysłannik, Motel Michelson, już się nie bał. A kiedy minister go zobaczył, natychmiast zrozumiał, że przyszło do niego Oblicze Boże. Tak bardzo się przeraził, że postanowił nie spalić Szulchan Aruchu. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. 
Czy faktycznie był taki minister z flintą w biurku – tego nie wiemy. I tak naprawdę nie jest to wcale istotne. Ciekawa kwestia dotyczy natomiast tego, czy odbyło się dochodzenie w sprawie legalności Szulchan Aruchu, żydowskiego prawa religijnego w Królestwie Kongresowym. No i tak, istnieją dość liczne źródła archiwalne potwierdzające istnienie takiego dochodzenia. Co więcej – w niektórych z nich, zachowanych w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie – w dokumentach spisanych przez polskich i rosyjskich urzędników rządowych w latach 40. XIX wieku – wspomniane jest zaangażowanie w tę sprawę cadyka Icchaka z Warki.
Sama opowieść nie mówi nam więc o tym, czy minister miał flintę i strzelał do Motela. Ale bardzo wiernie informuje nas o tym, jakie było znaczenie tego dochodzenia dla świata chasydzkiego. Bo opowieści chasydzkie nie zawierają faktografii w rozumieniu „obiektywnych” źródeł historycznych (jakby takie źródła kiedykolwiek istniały). Jeśli będziemy próbowali wycisnąć z nich faktografię, to jesteśmy zgubieni. Opowieści mówią nam raczej o wizji, ważności świata, o stosunku do niego ze strony społeczności chasydzkiej.
Musimy też pamiętać, że mówimy o użyciu historycznym – tylko jednym z aspektów tych opowieści. Bo znacznie ciekawsze jest ich funkcjonowanie jako opowieści właśnie! Tak jak czytamy mity jako mity, a nie jako zapis „prawdy historycznej”.
Wspominają Panowie we wstępie, że chasydyzm budzi duże zainteresowanie nie tylko w świecie żydowskim, ale i poza nim. Dlaczego Pana zdaniem tak się dzieje?
To zainteresowanie jest być może nawet większe dzisiaj niż dawniej. Mam wrażenie, że jest to przede wszystkim związane z kreatywnością tej kultury. Chasydyzm jest znacznie bardziej kreatywny niż wiele podobnych ruchów religijnych. Cechuje go paradoksalność. Być może to ona jest źródłem jego kreatywności. To ruch, który jest elitarny w sensie ekstatyczno-mistycznej formy religijności – a takie formy religijności są z natury elitarne, dostępne dla niewielu. Jednocześnie chasydyzm jest egalitarny, bo głosi powszechność takich form religijności. To zderzenie elitarności i egalitarności, ekstatycznej mistyki z powszechną dostępnością chasydyzmu sprawiło, że gwałtownie się rozwijał i uczestniczyli w nim ludzie o bardzo różnym profilu – od prostych Żydów, ledwo potrafiących czytać, do wielkich intelektualistów, budujących koncepcje teozoficzne i teologiczne.
Ludzi spoza chasydyzmu najbardziej chyba fascynuje w nim kreatywność kulturalna w szerszym niż religijny sensie. Oraz jego żywotność. Nawet gdy nie wiedzą, czym dokładnie chasydyzm jest i nie znają nawet nazwy „chasydyzm”, to mają o nim pewne wyobrażenie związane z futrzaną czapą, białymi skarpetkami, pasem, tańcem, pieśniami chasydzkimi – tak zwanymi nigunami
Jakie są tego „efekty uboczne”?
W XX wieku chasydyzmowi udało się w niesamowity sposób wykreować przekonanie, że to właśnie on jest prawdziwym, autentycznym judaizmem. Gdy dziś sięgniemy po wytwory kultury popularnej, to jeśli pojawia się w nich Żyd jako Żyd – bardzo często jest on chasydem. Tak jest w przypadku seriali Netflixa, filmów hollywoodzkich czy dużej części polskiej i światowej literatury. Gdy pojawia się w nich ten „prawdziwy Żyd”, to jest on chasydem. Tyle że jest to obraz fałszywy, bo przecież ogromna większość Żydów – historycznie i współcześnie – nie była i nie jest chasydami. 
A jaki jest obecny stosunek ortodoksyjnych Żydów do chasydyzmu?
To błędne pytanie w tym sensie, że chasydzi są ortodoksyjnymi Żydami. To tak jakby zapytać, jaki jest stosunek katolików do bractw różańcowych. Są one po prostu jego częścią, prawda? Tak samo chasydyzm nie jest odrębnym, sekciarskim ugrupowaniem religijnym, tylko częścią ortodoksji. To oznacza, że historycznie przepływy między światem chasydzkim i niechasydzkim były obustronne, żywe, a granica między tymi światami nie była taka istotna. Ona staje się istotniejsza dzisiaj – w miarę sekularyzacji świata żydowskiego i nieżydowskiego oraz rozwoju enklaw chasydzkich w Nowym Jorku, Tel Awiwie, Jerozolimie i innych miejscach na świecie. Ale są to zjawiska nowoczesne, a nawet ponowoczesne. Teraz chasydyzm jest inny niż ten tradycyjny, który w ogromnej większości pokazujemy w naszych opowieściach.
Gdy sięgnąłem po Opowieści chasydzkie, to zastanawiałem się, kto jest projektowanym adresatem tej publikacji. 
Biblioteka Narodowa od zawsze miała założenie, aby klasyczne teksty literatury polskiej i obcej udostępniać czytelnikom w przystępnej formie. Gdy seria powstawała w międzywojniu, to wówczas wyobrażonym czytelnikiem był wyedukowany maturzysta. Dzisiaj raczej powiedzielibyśmy, że kolejne tomy są przygotowane dla studenta – niekoniecznie studiów humanistyczno-społecznych, ale raczej takiego, co konsumuje kulturę. Do ich lektury wymagane są pewne minimalne kompetencje kulturowe. Ale – mamy nadzieję – nawet i bez nich lektura opowieści może być co najmniej świetną zabawą. 


Wywiad z prof. Marcinem Wodzińskim został opublikowany w Miasteczku Poznań, numer 1-2/2026


Na zdjęciu: prof. Marcin Wodziński, fot. Miłosz Połoch

Zobacz też:

Ułatwienie dostępu

Powiększenie tekstu
Powiększenie tekstu
Powiększenie tekstu
Powiększenie tekstu
Kontrast
Kontrast
Interlinia
Interlinia
Interlinia
Interlinia
Odstępy między literami
Odstępy między literami
Odstępy między literami
Odstępy między literami
Podświetlenie linków
Podświetlenie linków
Maska do czytania
Maska do czytania
Podpowiedzi
Podpowiedzi
Kursor
Kursor

Resetuj ustawienia